Zdrowie często zaczyna się od małych, codziennych wyborów. To, co wkładamy do koszyka, czym smarujemy chleb, na czym smażymy czy jaki ocet wybieramy, ma większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać.
Stworzyłam to miejsce, aby dzielić się praktyczną wiedzą, ciekawostkami i prostymi wskazówkami, które pomogą Ci lepiej zrozumieć żywność oraz naturalne sposoby wspierania organizmu. Bez skomplikowanych diet i modnych trendów – za to z naciskiem na świadome wybory i rozwiązania, które łatwo wprowadzić do codziennego życia.
Mam nadzieję, że dzięki tym wpisom spojrzysz na wiele produktów z zupełnie innej perspektywy i przekonasz się, że zdrowe wybory nie muszą być trudne.
Jajko od lat uznawane jest za jeden z najbardziej odżywczych produktów w naszej diecie. Choć jest niewielkie, zawiera niemal wszystko, czego potrzebuje rozwijający się organizm – to właśnie z jednego zapłodnionego jaja powstaje pisklę. Dlatego natura wyposażyła je w niezwykle bogaty zestaw składników odżywczych.
Jedno średniej wielkości jajko kurze waży około 50–60 g, dostarcza przeciętnie 70–80 kcal oraz około 6–7 g białka. Jego wartość nie kryje się jednak wyłącznie w ilości białka. Ważne jest również to, że organizm może je bardzo dobrze wykorzystać.
Aby w pełni zrozumieć wartość jajka, warto spojrzeć osobno na białko i żółtko, ponieważ każda z tych części ma inne właściwości.
Białko jajka składa się przede wszystkim z wody i protein. Zawiera bardzo mało tłuszczu, niewiele kalorii oraz około 3,5–4 g białka.
Znajdują się w nim różne rodzaje białek, m.in.:
albuminy, w tym przede wszystkim owoalbumina – stanowiąca największą część białek jaja,
owotransferyna – białko wiążące żelazo,
lizozym – naturalny składnik o właściwościach przeciwdrobnoustrojowych,
owomucyna – odpowiadająca między innymi za gęstą, charakterystyczną konsystencję świeżego białka,
awidyna – wiążąca biotynę, której działanie zostaje w znacznym stopniu ograniczone podczas obróbki termicznej.
Białko jajka dostarcza wszystkich aminokwasów egzogennych w korzystnych proporcjach. Wspiera odbudowę tkanek, utrzymanie mięśni, produkcję enzymów, hormonów i przeciwciał. Jest więc czymś więcej niż tylko składnikiem ważnym dla osób ćwiczących.
Nie oznacza to jednak, że najzdrowszą częścią jajka jest samo białko. Jedząc wyłącznie je, rezygnujemy z większości witamin, tłuszczów, choliny i antyoksydantów znajdujących się w żółtku.
Żółtko jest bardziej kaloryczną częścią jajka, ale to właśnie w nim znajduje się największa koncentracja składników odżywczych. Zawiera również część białka – około 2,5–3 g – dlatego nie należy traktować go wyłącznie jako źródła tłuszczu.
W żółtku znajdziemy m.in.:
witaminy A, D, E i K,
witaminy z grupy B, w tym B12, B2, foliany i biotynę,
cholinę,
żelazo, fosfor, selen, cynk i jod,
fosfolipidy, w tym lecytynę,
luteinę i zeaksantynę,
tłuszcze, w tym nienasycone kwasy tłuszczowe,
cholesterol, który jest naturalnym składnikiem błon komórkowych i surowcem potrzebnym organizmowi m.in. do produkcji hormonów steroidowych, kwasów żółciowych oraz witaminy D.
Jajko, a szczególnie jego żółtko, należy do bogatych źródeł choliny. Składnik ten jest potrzebny układowi nerwowemu, uczestniczy w tworzeniu acetylocholiny, wspiera funkcjonowanie wątroby oraz bierze udział w przemianach i transporcie tłuszczów. EFSA wskazuje żółtko jako wyjątkowo skoncentrowane źródło choliny. EFSA – wartości referencyjne dla choliny
Luteina i zeaksantyna gromadzą się w siatkówce oka i pomagają chronić ją przed stresem oksydacyjnym. Ich obecność odpowiada również za żółto-pomarańczową barwę żółtka.
Jajko jest dobrym źródłem lizyny – aminokwasu egzogennego, którego organizm nie potrafi sam wytworzyć. Lizyna uczestniczy w syntezie białek i kolagenu, a więc ma znaczenie dla mięśni, skóry, naczyń, chrząstek i tkanki kostnej. Jest również potrzebna do prawidłowego wzrostu i regeneracji organizmu.
Lizyna znajduje się także w mięsie, rybach, nabiale i roślinach strączkowych. Wyjątkowość jajka polega na tym, że dostarcza lizynę razem ze wszystkimi pozostałymi aminokwasami egzogennymi w dobrze przyswajalnym białku.
Jest jednym z elementów wspierających budowę tkanki kostnej, lecz zdrowie kości zależy również od odpowiedniej podaży całego białka, wapnia, witaminy D i K, magnezu, fosforu oraz od aktywności fizycznej. Nie można więc przypisywać jednemu aminokwasowi samodzielnego działania „wzmacniającego kości”.
Jajko, a szczególnie jego żółtko, należy do bogatych źródeł choliny. Składnik ten jest potrzebny układowi nerwowemu, uczestniczy w tworzeniu acetylocholiny, wspiera funkcjonowanie wątroby oraz bierze udział w przemianach i transporcie tłuszczów. EFSA wskazuje żółtko jako wyjątkowo skoncentrowane źródło choliny. EFSA – wartości referencyjne dla choliny
Luteina i zeaksantyna gromadzą się w siatkówce oka i pomagają chronić ją przed stresem oksydacyjnym. Ich obecność odpowiada również za żółto-pomarańczową barwę żółtka.
Jajko jest pełnowartościowym, naturalnym produktem, w którym białko i żółtko tworzą odżywczą całość. Dostarcza wszystkich aminokwasów egzogennych, w tym lizyny, a także choliny, witamin, składników mineralnych, luteiny i zeaksantyny.
Najlepszym wyborem są świeże jajka z pewnego źródła, pochodzące od ptaków żyjących w dobrych warunkach i odpowiednio żywionych. Nie trzeba bać się żółtka ani oceniać jajka wyłącznie przez pryzmat cholesterolu. Najważniejszy pozostaje całokształt sposobu odżywiania, jakość produktów i indywidualny stan zdrowia. Dane o składzie żywności można sprawdzać w oficjalnej bazie USDA FoodData Central.
„Najzdrowsze jest samo białko”
Białko jest wartościowe, ale większość witamin, cholina, luteina, zeaksantyna i tłuszcze znajdują się w żółtku. Najpełniejszą wartość odżywczą ma całe jajko.
„Każde jajko podnosi cholesterol i szkodzi sercu”
Wpływ jaj zależy od całej diety, ilości spożywanych jaj, stanu zdrowia i indywidualnej reakcji organizmu. Nie można oceniać ryzyka sercowo-naczyniowego na podstawie jednego produktu.
„Brązowa skorupka oznacza zdrowsze jajko”
Kolor skorupki zależy przede wszystkim od rasy kury, a nie od wartości odżywczej.
„Pomarańczowe żółtko zawsze oznacza jajko z wolnego wybiegu”
Kolor żółtka zależy od obecności barwników w pożywieniu kury. Może świadczyć o jej diecie, ale sam w sobie nie potwierdza warunków chowu.
„Jajka przepiórcze nie uczulają”
Mogą wywoływać alergię i reakcje krzyżowe, dlatego nie należy traktować ich jako pewnego zamiennika jaj kurzych.
„Surowe jajko dostarcza więcej białka”
Obróbka cieplna poprawia wykorzystanie białka przez organizm i zmniejsza ryzyko zakażenia. Regularne spożywanie surowego białka nie jest korzystniejsze, a obecna w nim awidyna może ograniczać dostępność biotyny.
Dobrym wyborem są jajka gotowane, w koszulce, delikatnie smażone lub przygotowane w formie omletu z warzywami. Warto unikać przypalania oraz smażenia w bardzo wysokiej temperaturze.
Jajka półpłynne mogą być smaczne, ale osoby szczególnie narażone na cięższy przebieg zakażeń – kobiety w ciąży, małe dzieci, seniorzy i osoby z obniżoną odpornością – powinny zwracać szczególną uwagę na pochodzenie jaj i odpowiednią obróbkę termiczną.
Najlepszym wyborem mogą być jajka od kur, które mają dostęp do wybiegu, światła dziennego, świeżego powietrza i naturalnego podłoża. Kura, która może grzebać w ziemi, szukać nasion, roślin i owadów, realizuje swoje naturalne zachowania.
Idealną sytuacją jest zakup jaj od znanego, zaufanego gospodarza, u którego możemy sprawdzić:
w jakich warunkach żyją kury,
czy wychodzą na zewnątrz,
czym są karmione,
czy mają dostęp do ziemi i roślinności,
czy stado i jaja są utrzymywane w higienicznych warunkach.
Samo określenie „jajko wiejskie” nie jest jeszcze gwarancją jakości. Równie ważne są świeżość, sposób żywienia kur, warunki hodowli i higiena. Jajko od gospodarza nie jest automatycznie bezpieczniejsze od oznakowanego jajka sklepowego, dlatego warto kupować je ze sprawdzonego źródła.
Na jajach sprzedawanych w sklepach pierwsza cyfra kodu oznacza sposób chowu:
0 – chów ekologiczny,
1 – chów na wolnym wybiegu,
2 – chów ściółkowy,
3 – chów klatkowy.
Jeśli zależy nam na warunkach życia kur, warto wybierać przede wszystkim jaja oznaczone cyfrą 0 lub 1 albo pochodzące od dobrze znanego gospodarza.
Kolor skorupki nie świadczy o wartości odżywczej. Białe i brązowe jajka mogą być równie wartościowe – barwa zależy przede wszystkim od rasy kury. Bardzo intensywny kolor żółtka także nie zawsze dowodzi, że kura chodziła po wybiegu, ponieważ można go zmieniać odpowiednio dobranymi składnikami paszy.
Nie ma jednego gatunku jaj, który byłby bezwzględnie najzdrowszy dla każdego. Różnią się wielkością, proporcjami żółtka i białka, ilością tłuszczu oraz smakiem.
Większe od kurzych, z dużym, kremowym żółtkiem i intensywnym smakiem. Zawierają więcej białka, tłuszczu i cholesterolu.
Małe, ale bogate w białko, witaminy i minerały. Kilka sztuk odpowiada jednemu jajku kurzemu. Nie są jednak od niego zdrowsze ani zawsze bezpieczne dla alergików.
Mniejsze od kurzych, z dużym żółtkiem i twardą skorupką. Są wartościowe, ale niekoniecznie zdrowsze od jaj kurzych.
Bardzo duże, sycące i intensywne w smaku. Zawierają dużo białka i tłuszczu, ale jedno jajko odpowiada kilku jajkom kurzym.
Najpopularniejszą metodą domową jest umieszczenie jajka w naczyniu z zimną wodą:
bardzo świeże jajko leży płasko na dnie,
trochę starsze unosi się jednym końcem do góry,
stare jajko może wypłynąć na powierzchnię.
Dzieje się tak, ponieważ wraz z upływem czasu przez pory skorupki ubywa wody, a komora powietrzna wewnątrz jajka staje się większa.
Test z wodą pozwala oszacować wiek jajka, ale nie potwierdza, że jest ono wolne od drobnoustrojów. Po rozbiciu świeże jajko ma zwykle wypukłe żółtko i zwarte, gęste białko. W starszym jajku białko staje się bardziej wodniste i rozlewa się szerzej.
Jeżeli po rozbiciu jajko ma nieprzyjemny zapach, nietypową barwę lub budzi jakiekolwiek wątpliwości, należy je wyrzucić. Najbezpieczniej rozbijać każdą sztukę najpierw do osobnej miseczki, a dopiero później dodawać ją do potrawy.
Masło jest naturalnym tłuszczem mlecznym, wytwarzanym ze śmietanki. Dobre masło zawiera zwykle około 82% tłuszczu i ma bardzo prosty skład – najczęściej tylko śmietankę, a w wersji solonej również sól.
Dostarcza:
witamin A, D, E i K,
naturalnych kwasów tłuszczowych,
niewielkich ilości kwasu masłowego,
cholesterolu potrzebnego organizmowi m.in. do wytwarzania hormonów i witaminy D.
Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach występują jednak w maśle w różnych ilościach, dlatego nie powinno być ono traktowane jako ich główne źródło.
Margaryna powstaje z olejów roślinnych poddanych przetworzeniu, aby uzyskały stałą, łatwą do smarowania konsystencję. Może zawierać wodę, emulgatory, aromaty, barwniki, sól oraz dodane witaminy.
Dawniej margaryny kojarzyły się z dużą ilością szkodliwych tłuszczów trans. Obecnie w Unii Europejskiej ich zawartość jest prawnie ograniczona, dlatego dobre miękkie margaryny mogą zawierać ich bardzo mało. Jednocześnie dostarczają więcej nienasyconych kwasów tłuszczowych niż masło.
Jeżeli zależy nam na naturalnym, krótkim składzie i tradycyjnym smaku, można wybrać dobrej jakości masło i używać go w rozsądnej ilości. Najlepiej szukać produktu oznaczonego jako „masło ekstra”, zawierającego około 83% tłuszczu mlecznego, bez dodatku olejów roślinnych.
Osoby z podwyższonym poziomem cholesterolu LDL lub dużym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych mogą odnieść korzyść z zastąpienia części masła miękką margaryną bez częściowo utwardzonych tłuszczów. Najważniejsze jest więc nie samo hasło „masło” lub „margaryna”, lecz skład produktu, spożywana ilość i całość codziennego odżywiania. EFSA zaleca ograniczanie zarówno tłuszczów nasyconych, jak i tłuszczów trans. EFSA
Najprostsza zasada: wybieraj produkty z krótkim, zrozumiałym składem, unikaj tłuszczów częściowo utwardzonych i pamiętaj, że nawet naturalny tłuszcz powinien być jedzony z umiarem.
„Masło jest szkodliwe, ponieważ zawiera cholesterol”
Cholesterol jest naturalnie potrzebny organizmowi m.in. do budowy błon komórkowych, produkcji hormonów i witaminy D. Masło można spożywać w rozsądnej ilości, ale osoby z wysokim LDL powinny uwzględniać zalecenia lekarza i całość swojej diety.
„Masło zatyka żyły”
Żaden pojedynczy produkt nie „zatyka” naczyń bezpośrednio. Na rozwój miażdżycy wpływają m.in. poziom LDL, palenie, nadciśnienie, cukrzyca, aktywność, masa ciała, genetyka oraz całokształt odżywiania. Masło zawiera jednak dużo tłuszczów nasyconych, dlatego ich nadmiar może podnosić LDL.
„Margaryna zawsze jest zdrowsza od masła”
Nie każda margaryna ma taki sam skład. Dobre miękkie margaryny zawierają głównie nienasycone kwasy tłuszczowe i mogą być korzystniejszym wyborem przy wysokim LDL. Twarde margaryny i miksy tłuszczowe mogą mieć gorszy skład, dlatego zawsze warto przeczytać etykietę.
„Każda margaryna jest pełna tłuszczów trans”
Dotyczyło to przede wszystkim dawnych margaryn produkowanych przez częściowe utwardzanie olejów. Obecnie zawartość przemysłowych tłuszczów trans w żywności jest w Unii Europejskiej ograniczona. Nadal należy unikać produktów zawierających częściowo utwardzone oleje lub tłuszcze.
„Masło jest doskonałym źródłem wszystkich witamin”
Zawiera witaminy rozpuszczalne w tłuszczach, przede wszystkim witaminę A, ale ich ilość jest zmienna. Ponieważ masło jemy w niewielkich porcjach, nie powinno być głównym źródłem witamin.
„Masło można bezpiecznie mocno rozgrzewać”
Zwykłe masło zawiera wodę i białka mleczne, które szybko się przypalają. Do smażenia w wyższej temperaturze lepiej nadaje się masło klarowane, pozbawione większości wody i osadu białkowego.
„Masło klarowane jest produktem bez ograniczeń”
Jest bardziej odporne na wysoką temperaturę i zawiera bardzo mało laktozy oraz białek mleka, ale nadal pozostaje skoncentrowanym tłuszczem bogatym w nasycone kwasy tłuszczowe.
„Im bardziej żółte masło, tym jest zdrowsze”
Kolor zależy m.in. od sposobu żywienia krów i zawartości karotenoidów, ale sam odcień nie jest wystarczającym dowodem jakości ani wartości odżywczej.
„Miks tłuszczowy to po prostu masło”
Nie. Miks zawiera tłuszcz mleczny połączony z olejami roślinnymi. Jeśli chcemy kupić prawdziwe masło, wybierajmy produkt oznaczony jako masło ekstra, zwykle zawierający około 82% tłuszczu mlecznego, i sprawdzajmy skład.
Masło klarowane to prawie czysty tłuszcz mleczny, otrzymywany przez usunięcie ze zwykłego masła wody oraz większości białek mleka. Dzięki temu nie przypala się tak szybko i lepiej nadaje się do smażenia w wyższej temperaturze.
jest bardziej odporne na wysoką temperaturę niż zwykłe masło,
nie zawiera osadu białkowego, który szybko się przypala,
nadaje potrawom delikatny, maślany smak,
zawiera bardzo mało laktozy i białek mleka,
można na nim smażyć mięso, ryby, jajka, warzywa i naleśniki,
dobrze sprawdza się również do pieczenia i duszenia.
Jego temperatura dymienia jest zwykle podawana w granicach około 200–250°C, zależnie od stopnia oczyszczenia i jakości produktu. Oznacza to, że znosi wyższą temperaturę niż zwykłe masło.
Nazwy te często stosuje się zamiennie, ale nie są to dokładnie te same produkty. Podczas przygotowywania masła klarowanego usuwa się wodę i białka mleczne. Ghee podgrzewa się dłużej, aż pozostałości mleczne lekko się zrumienią, dzięki czemu uzyskuje bardziej orzechowy smak i zapach.
Masło klarowane może być dobrym tłuszczem do smażenia, ponieważ jest stabilne w wysokiej temperaturze. Zawiera również witaminy rozpuszczalne w tłuszczach oraz niewielkie ilości kwasu masłowego.
Nie oznacza to jednak, że można używać go bez ograniczeń. Jest bardzo kaloryczne i zawiera dużo nasyconych kwasów tłuszczowych, które u części osób mogą podnosić poziom cholesterolu LDL. Najlepiej więc stosować je w umiarkowanej ilości i wymiennie z tłuszczami zawierającymi więcej kwasów nienasyconych.
Wybieraj produkt, który w składzie ma wyłącznie tłuszcz mleczny lub masło klarowane. Unikaj mieszanek zawierających dodatkowe oleje roślinne, aromaty i inne zbędne składniki.
Masło klarowane zawiera bardzo mało laktozy i białek mleka, dlatego bywa lepiej tolerowane przez osoby z nietolerancją laktozy. Nie można jednak uznać go za zawsze bezpieczne przy alergii na białka mleka, ponieważ mogą pozostać w nim ich śladowe ilości.
Najważniejsze: nawet dobrego tłuszczu nie należy przegrzewać. Jeżeli zaczyna dymić, oznacza to, że temperatura jest zbyt wysoka. Nie warto również wielokrotnie wykorzystywać tego samego tłuszczu do smażenia.
Smalec może być wytwarzany z tłuszczu wieprzowego, gęsiego lub kaczego. Poszczególne rodzaje różnią się smakiem, konsystencją oraz proporcjami kwasów tłuszczowych.
Ma delikatny smak i miękką konsystencję. W porównaniu ze smalcem wieprzowym zawiera zwykle większy udział jednonienasyconych kwasów tłuszczowych, głównie kwasu oleinowego, obecnego również w oliwie. Dobrze sprawdza się do pieczenia, duszenia i krótkiego smażenia.
Nie należy jednak nazywać go „oliwą północy”. Nadal zawiera znaczną ilość nasyconych kwasów tłuszczowych i nie ma takich samych właściwości jak oliwa z oliwek.
Jest podobny do gęsiego, ale ma bardziej wyrazisty smak. Zawiera zarówno kwasy jednonienasycone, jak i nasycone. Nadaje się do smażenia, pieczenia ziemniaków, przygotowania mięsa oraz warzyw.
Jest odporny na podgrzewanie i dobrze nadaje się do smażenia oraz pieczenia. Jego skład zależy między innymi od sposobu żywienia zwierzęcia. Zawiera jednak sporo nasyconych kwasów tłuszczowych, dlatego nie powinien być jedynym tłuszczem używanym w kuchni.
Smalec jest tłuszczem stosunkowo stabilnym podczas podgrzewania, ale nie oznacza to, że można używać go bez ograniczeń. Wszystkie jego odmiany są kaloryczne i zawierają nasycone kwasy tłuszczowe.
Najlepiej:
wybierać czysty smalec bez dodatków,
używać niewielkiej ilości,
nie dopuszczać do dymienia,
nie wykorzystywać wielokrotnie tego samego tłuszczu,
stosować go wymiennie z oliwą i innymi olejami bogatymi w kwasy nienasycone.
Najważniejsze: smalec gęsi i kaczy zawierają korzystniejszą proporcję kwasów tłuszczowych niż wiele osób przypuszcza, ale nadal nie są produktami, które należy spożywać bez ograniczeń.
Oleje rafinowane przechodzą przemysłowe oczyszczanie, które pozbawia je części naturalnego smaku, zapachu i niektórych substancji obecnych w nasionach. Podczas rafinacji, zwłaszcza na etapie wysokotemperaturowego odwaniania, mogą również powstawać zanieczyszczenia procesowe, m.in. estry glicydylowe i związki 3-MCPD. Ich dopuszczalna zawartość w żywności jest w Unii Europejskiej ograniczona przepisami. Rozporządzenie UE
Kolejne przemiany zachodzą podczas smażenia. Wysoka temperatura i dostęp tlenu powodują utlenianie tłuszczu, a szczególnie podatne są oleje zawierające dużo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Mogą wtedy powstawać aldehydy, nadtlenki oraz inne produkty rozpadu. Ich ilość zwiększa się zwłaszcza podczas:
długiego smażenia,
przegrzewania oleju aż do dymienia,
wielokrotnego używania tej samej porcji,
smażenia w bardzo wysokiej temperaturze,
niewłaściwego przechowywania oleju na świetle i w cieple.
Kolejne przemiany zachodzą podczas smażenia. Wysoka temperatura i dostęp tlenu powodują utlenianie tłuszczu, a szczególnie podatne są oleje zawierające dużo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Mogą wtedy powstawać aldehydy, nadtlenki oraz inne produkty rozpadu. Ich ilość zwiększa się zwłaszcza podczas:
długiego smażenia,
przegrzewania oleju aż do dymienia,
wielokrotnego używania tej samej porcji,
smażenia w bardzo wysokiej temperaturze,
niewłaściwego przechowywania oleju na świetle i w cieple.
Z tego powodu powszechnie dostępne oleje rafinowane nie są moim pierwszym wyborem do codziennego smażenia. Preferuję tłuszcze stabilniejsze termicznie, takie jak masło klarowane, a okazjonalnie smalec gęsi lub kaczy. Niezależnie od rodzaju tłuszczu najważniejsze jest krótkie smażenie, umiarkowana temperatura i nieużywanie go ponownie.
W produkcji przemysłowej nasiona mogą być rozdrabniane, podgrzewane i tłoczone. Pozostały w nich tłuszcz można odzyskiwać za pomocą rozpuszczalnika ekstrakcyjnego, najczęściej heksanu. Następnie olej przechodzi kolejne etapy:
odśluzowanie,
odkwaszanie,
odbarwianie,
filtrację,
odwanianie w wysokiej temperaturze.
Heksan jest później odparowywany i nie powinien pozostawać w gotowym oleju ponad prawnie ustalone limity. Nie wpisuje się go w składzie, ponieważ pełni funkcję pomocniczą w procesie produkcji, a nie składnika dodawanego do butelki. Stosowanie i pozostałości rozpuszczalników ekstrakcyjnych są regulowane w Unii Europejskiej. Dyrektywa UE
Proces rafinacji może prowadzić do utraty części naturalnych związków obecnych w nasionach. Podczas wysokotemperaturowego odwaniania mogą również powstawać niewielkie ilości zanieczyszczeń procesowych, takich jak:
estry 3-MCPD,
estry glicydylowe,
produkty wcześniejszego utlenienia tłuszczu.
Ich maksymalne dopuszczalne poziomy są prawnie kontrolowane. Nie oznacza to jednak, że każda butelka taniego oleju zawiera niebezpieczną dawkę tych substancji.
Najwięcej niepożądanych produktów rozpadu może powstać później, gdy olej jest długo ogrzewany, zaczyna dymić albo jest wielokrotnie wykorzystywany. Wtedy tworzą się aldehydy, nadtlenki i związki polimeryczne.
Heksan to lotny, bezbarwny rozpuszczalnik organiczny otrzymywany podczas przetwarzania ropy naftowej. Bardzo dobrze rozpuszcza tłuszcz, dlatego przemysł wykorzystuje go m.in. do wydobywania oleju z rozdrobnionych nasion rzepaku, słonecznika, soi czy kukurydzy.
Po mechanicznym tłoczeniu w nasionach nadal pozostaje część tłuszczu. Przepuszczenie przez surowiec heksanu pozwala odzyskać go więcej, zwiększając wydajność produkcji i obniżając cenę oleju.
Następnie mieszanina oleju i heksanu jest podgrzewana. Ponieważ heksan wrze w temperaturze około 69°C, łatwo odparowuje i jest odzyskiwany do ponownego wykorzystania. Gotowy olej nie powinien zawierać go poza dozwolonymi śladowymi ilościami.
Tak – w dużym stężeniu i przy bezpośrednim narażeniu heksan jest substancją szkodliwą. Szczególnie niebezpieczne jest długotrwałe wdychanie jego oparów, ponieważ może uszkadzać obwodowy układ nerwowy. Zagrożenie dotyczy przede wszystkim osób pracujących z rozpuszczalnikiem w warunkach przemysłowych.
Nie jest to jednak równoznaczne z takim samym zagrożeniem po spożyciu rafinowanego oleju. Heksan ma zostać usunięty podczas produkcji, a jego ewentualne pozostałości podlegają limitom określonym przez przepisy.
Jeżeli chcesz całkowicie uniknąć olejów otrzymywanych przy użyciu rozpuszczalników, wybieraj produkty wyraźnie opisane jako tłoczone mechanicznie, tłoczone na zimno lub nierafinowane. Takie oleje najlepiej stosować bez podgrzewania, ponieważ część z nich jest mniej odporna na wysoką temperaturę.
Oleje tłoczone na zimno powstają poprzez mechaniczne wyciskanie nasion lub owoców bez intensywnej rafinacji. Dzięki temu zachowują naturalny smak, zapach oraz więcej związków charakterystycznych dla surowca.
Najlepiej stosować je do gotowych potraw – sałatek, surówek, past, twarogu, zup już po ugotowaniu lub jako dodatek do warzyw.
Zawiera głównie jednonienasycony kwas oleinowy oraz naturalne polifenole i witaminę E. Dobrze pasuje do sałatek, warzyw, serów i past.
Wybieraj oliwę oznaczoną jako extra virgin, w ciemnej butelce, z podanym krajem pochodzenia i datą zbioru, jeśli producent ją udostępnia. Dobra oliwa może być lekko gorzka i szczypać w gardło – często świadczy to o obecności polifenoli.
Oliwa extra virgin może być także używana do łagodnego i krótkiego podgrzewania, ale jej największą wartość wykorzystamy, stosując ją bez obróbki termicznej.
Jest bogatym źródłem kwasu alfa-linolenowego omega-3, który łatwo ulega utlenieniu. Należy stosować go wyłącznie na zimno.
Po otwarciu powinien być przechowywany w lodówce, w ciemnej butelce i zużyty zgodnie z krótkim terminem podanym przez producenta. Nie powinien być gorzki ani mieć zapachu przypominającego farbę lub pokost – takie cechy mogą świadczyć o zjełczeniu.
Ma intensywny, korzenny i lekko gorzki smak. Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe oraz związki charakterystyczne dla czarnuszki, w tym tymochinon.
Najlepiej stosować go na zimno, w niewielkiej ilości, np. jako dodatek do sałatek, past i gotowych potraw. Nie powinien zastępować leczenia ani być przedstawiany jako środek na wszystkie choroby.
Ma zielonkawy kolor i delikatnie orzechowy smak. Dostarcza kwasów omega-6 i omega-3. Nadaje się do sałatek, kasz, past oraz gotowych warzyw.
Nie należy go używać do smażenia. Po otwarciu najlepiej przechowywać go w lodówce.
Zawiera dużo kwasu linolowego omega-6 oraz kwas gamma-linolenowy GLA. Najczęściej stosuje się go w małych ilościach na zimno.
Nie jest uniwersalnym tłuszczem do codziennego polewania wszystkich potraw. Warto traktować go jako uzupełnienie diety, a nie zamiennik oliwy.
Ma ciemnozielony kolor i intensywny, orzechowy smak. Zawiera witaminę E, fitosterole i głównie kwasy omega-6.
Świetnie pasuje do sałatek, zup kremów, twarogu i pieczonych warzyw – ale dopiero po zakończeniu gotowania.
wybieraj olej w ciemnej szklanej butelce,
sprawdzaj datę tłoczenia i termin przydatności,
kupuj mniejsze opakowania,
po otwarciu przechowuj zgodnie z zaleceniami producenta,
chroń olej przed światłem, powietrzem i ciepłem,
nie używaj produktu o zjełczałym zapachu lub smaku.
Najważniejsze: różne oleje mają inne zastosowanie. Oliwa extra virgin jest dobrym tłuszczem do regularnego wykorzystania, natomiast oleje lniany, z czarnuszki, konopny, z wiesiołka i pestek dyni najlepiej stosować w niewielkich ilościach jako urozmaicenie diety.
Sól od lat przedstawiana jest jako jeden z głównych wrogów zdrowia. Tymczasem sód, którego dostarcza, jest niezbędnym elektrolitem. Problemem nie jest sama obecność soli w diecie, lecz zarówno jej nadmiar, jak i zbyt mała ilość w określonych sytuacjach.
Sód razem z potasem, magnezem i chlorkami pomaga utrzymywać prawidłową gospodarkę wodno-elektrolitową. Jest potrzebny do:
przewodzenia impulsów nerwowych,
pracy i kurczenia się mięśni,
utrzymania odpowiedniej objętości krwi,
regulacji rozmieszczenia płynów w organizmie,
zachowania równowagi kwasowo-zasadowej.
Sól kuchenna składa się głównie z chlorku sodu. Około 40% jej masy stanowi sód, dlatego 1 g soli dostarcza około 400 mg sodu.
Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby zdrowa osoba dorosła spożywała łącznie mniej niż 5 g soli dziennie, czyli niepełną płaską łyżeczkę. Ta ilość obejmuje nie tylko sól dodawaną w domu, lecz także tę znajdującą się w pieczywie, serach, wędlinach, konserwach, sosach i gotowych potrawach. WHO – spożycie sodu
Nie jest to jednak liczba określająca zapotrzebowanie każdej osoby w każdej sytuacji. Więcej sodu tracimy podczas:
intensywnego wysiłku,
długotrwałego pocenia się,
pracy w wysokiej temperaturze,
gorączki,
wymiotów i biegunki.
Nie oznacza to, że każdy powinien profilaktycznie dodawać duże ilości soli do wody. Uzupełnianie elektrolitów ma największe znaczenie przy ich rzeczywistej utracie.
Tak, ale niedobór sodu we krwi, czyli hiponatremia, rzadko wynika wyłącznie z niesolenia potraw. Częściej jest związany z dużą utratą płynów i elektrolitów, wypiciem nadmiernej ilości samej wody, chorobami nerek, serca lub wątroby albo stosowaniem niektórych leków, zwłaszcza moczopędnych.
Możliwe objawy to:
osłabienie i zmęczenie,
nudności,
bóle i zawroty głowy,
kurcze mięśni,
dezorientacja.
Ciężka hiponatremia może być niebezpieczna i wymaga pomocy medycznej. Nie należy leczyć jej samodzielnie wodą z solą bez poznania przyczyny.
Długotrwały nadmiar sodu może sprzyjać zatrzymywaniu wody i podwyższeniu ciśnienia tętniczego, zwiększając ryzyko chorób serca, udaru i chorób nerek. Wrażliwość na sól jest jednak indywidualna i zależy m.in. od wieku, genetyki, stanu nerek, poziomu aktywności oraz ilości potasu w diecie.
Największym źródłem nadmiaru nie zawsze jest domowa solniczka. Dużo soli znajduje się w:
wędlinach i przetworzonym mięsie,
pieczywie,
serach,
kostkach rosołowych,
gotowych sosach i zupach,
chipsach i słonych przekąskach,
produktach typu instant.
Na sklepowych półkach znajduje się wiele rodzajów soli. Część z nich została mocno oczyszczona, rozdrobniona i pozbawiona naturalnych domieszek mineralnych. Biały kolor najczęściej nie jest jednak wynikiem chemicznego „wybielania”, lecz oczyszczania i ponownej krystalizacji soli.
Do drobnej soli stołowej mogą być również dodawane substancje przeciwzbrylające, np.:
żelazocyjanek sodu – E535,
żelazocyjanek potasu – E536,
żelazocyjanek wapnia – E538.
Ich zadaniem jest zapobieganie zawilgoceniu i sklejaniu się kryształków. W dozwolonych ilościach zostały uznane przez EFSA za bezpieczne, dlatego nie możemy napisać, że taka sól na pewno szkodzi organizmowi. Ocena EFSA
Można jednak świadomie wybierać produkt o najprostszym składzie – bez antyzbrylaczy, aromatów i innych zbędnych dodatków. Naturalna sól może się lekko zbrylać, ale nie świadczy to o jej złej jakości. Wystarczy rozkruszyć ją lub przechowywać w suchym miejscu.
Sól sama w sobie nie potrzebuje dodatków, aby pełnić funkcję konserwującą. Antyzbrylacze, takie jak E535 czy E536, nie poprawiają jej właściwości konserwujących i nie sprawiają, że przetwory są trwalsze. Dodaje się je wyłącznie po to, aby sól nie zbijała się w grudki i łatwiej wysypywała z opakowania.
Owoce kojarzą się ze zdrowiem – zawierają witaminy, składniki mineralne, polifenole, wodę i błonnik. Sama bardzo je lubię i uważam, że mogą być wartościowym elementem codziennego odżywiania. Warto jednak pamiętać, że zawierają również cukry, w tym fruktozę, a ich wpływ na organizm zależy od ilości i formy, w jakiej je spożywamy.
Cały owoc, sok, smoothie i syrop glukozowo-fruktozowy nie działają na organizm w taki sam sposób.
Fruktoza to cukier prosty naturalnie występujący w owocach, miodzie i niektórych warzywach. Jest także składnikiem sacharozy, czyli zwykłego cukru stołowego, który składa się z glukozy i fruktozy.
Fruktoza nie jest składnikiem niezbędnym. Organizm nie musi otrzymywać jej z pożywieniem, aby prawidłowo funkcjonować. Znaczenie mają jednak jej źródło, ilość i częstotliwość spożywania.
( zapoznaj się z zakładką o fruktozie)
W całym owocu cukier znajduje się wewnątrz naturalnej struktury i występuje razem z błonnikiem. Owoc trzeba pogryźć, dlatego jemy go wolniej i szybciej odczuwamy sytość.
Całe owoce dostarczają:
witamin,
składników mineralnych,
polifenoli,
wody,
błonnika wspierającego pracę jelit.
Zjedzenie dwóch lub trzech pomarańczy wymaga czasu i zazwyczaj syci. Sok wyciśnięty z takiej samej liczby owoców można wypić w kilkadziesiąt sekund, nie uzyskując porównywalnego uczucia sytości.
Nawet sok oznaczony jako „100%”, „bez dodatku cukru” lub „bez cukru dodanego” nadal zawiera naturalne cukry pochodzące z owoców.
Podczas wyciskania i klarowania usuwana jest większość błonnika, a naturalna struktura owocu zostaje zniszczona. W soku pozostają przede wszystkim:
woda,
łatwo przyswajalne cukry,
część witamin,
składniki mineralne i niektóre związki roślinne.
Sok jest więc głównie wodą z naturalnie występującymi cukrami i częścią składników owocu. Nie jest odpowiednikiem całego owocu i nie powinien zastępować wody.
Światowa Organizacja Zdrowia zalicza cukry naturalnie obecne w sokach oraz koncentratach owocowych do cukrów wolnych, których spożycie należy ograniczać.
Świeżo wyciskany sok może zachować więcej niektórych witamin niż sok długo przechowywany, jednak nadal zawiera dużo łatwo dostępnych cukrów i niewiele błonnika.
Sok jednodniowy również nie staje się odpowiednikiem całego owocu tylko dlatego, że jest świeży. Różnice dotyczą jakości i sposobu produkcji, ale podstawowy problem pozostaje ten sam – dużą ilość cukrów można wypić bardzo szybko.
Smoothie przygotowane z całych owoców zachowuje więcej błonnika niż klarowny sok. Rozdrobnienie ułatwia jednak szybkie spożycie znacznie większej ilości owoców.
Do jednego koktajlu można włożyć banana, mango, kilka daktyli i jabłko, a następnie dolać soku. Zjedzenie wszystkich tych produktów osobno byłoby znacznie trudniejsze.
Przygotowując smoothie, warto:
oprzeć je głównie na warzywach,
dodać niewielką porcję całego owocu,
nie dolewać soku,
nie dosładzać go miodem ani syropem,
potraktować je jako element posiłku, a nie napój do popijania.
Suszenie usuwa z owoców wodę, ale pozostawia cukier. W niewielkiej objętości znajduje się więc jego skoncentrowana ilość.
Łatwo zjeść kilka daktyli, garść rodzynek lub suszonych moreli, choć odpowiadają one znacznie większej porcji świeżych owoców. Suszone owoce mogą być dodatkiem do diety, ale warto kontrolować ich ilość.
Określenie „naturalny cukier” nie sprawia, że przestaje on być cukrem.
Mniej cukrów zawierają zazwyczaj:
maliny,
jeżyny,
truskawki,
porzeczki,
grejpfruty,
awokado,
cytryny i limonki.
Więcej cukrów dostarczają m.in.:
winogrona,
banany,
mango,
bardzo dojrzałe gruszki,
czereśnie,
figi,
daktyle i inne owoce suszone.
Nie trzeba rezygnować ze słodszych owoców. Znaczenie mają wielkość porcji, częstotliwość oraz indywidualny stan zdrowia.
Najlepiej:
wybierać owoce w całości zamiast soków,
pozostawiać jadalną i dokładnie umytą skórkę,
traktować owoce jako element posiłku, a nie podjadać je przez cały dzień,
częściej wybierać owoce jagodowe i sezonowe,
dopasować porcję do swojej aktywności i stanu metabolicznego,
pamiętać, że owoce suszone zawierają skoncentrowaną ilość cukru.
Osoby z insulinoopornością, cukrzycą, wysokim poziomem trójglicerydów lub stłuszczeniem wątroby powinny indywidualnie dobierać ilość oraz rodzaj owoców.
Kolorowe opakowanie, obrazki owoców oraz hasła „100% owoców”, „bez dodatku cukru” i „źródło witamin” sprawiają, że mus w tubce wydaje się idealną przekąską dla dziecka.
Producenci sprzedają wygodę pod wizerunkiem zdrowia. Tymczasem tubka owocowa nie jest odpowiednikiem świeżego owocu. To dokładnie rozdrobniony, słodki przecier, który dziecko może zjeść w kilkadziesiąt sekund – bez gryzienia, żucia i uczucia sytości porównywalnego ze zjedzeniem całego owocu.
Do musu nie trzeba dodawać białego cukru, aby był bardzo słodki. Wystarczy wykorzystać przeciery z jabłek, gruszek, bananów, winogron lub mango, a czasami również zagęszczone soki owocowe.
Na opakowaniu może więc pojawić się napis „bez dodatku cukru”, mimo że produkt zawiera naturalnie występujące:
glukozę,
sacharozę,
fruktozę.
Jedna tubka może dostarczać kilkanaście gramów cukrów, czyli ilość odpowiadającą kilku łyżeczkom. Dziecko wysysa ją szybko i bez większego wysiłku.
Dlatego zawsze należy sprawdzać w tabeli wartość „węglowodany, w tym cukry” – nie tylko zapewnienia znajdujące się z przodu opakowania.
Cały owoc trzeba:
zobaczyć i dotknąć,
ugryźć,
pogryźć,
przeżuć,
zjeść w określonym czasie.
Cukier w owocu znajduje się w jego naturalnej strukturze i występuje razem z błonnikiem. Gryzienie i żucie wspierają rozwój szczęki, mięśni twarzy, aparatu mowy oraz prawidłowych umiejętności jedzenia.
W tubce owoc jest dokładnie rozdrobniony. Dziecko nie poznaje jego prawdziwego wyglądu, zapachu ani konsystencji. Słodka masa jest zasysana i połykana, dlatego łatwo dostarczyć dużą porcję cukrów bez porównywalnej sytości.
Brytyjskie wytyczne żywieniowe zaliczają cukry znajdujące się w przecierach, musach, sokach i smoothie do cukrów wolnych, ponieważ naturalna struktura owocu została rozbita. Zalecają także ograniczanie przecierów owocowych i niepodawanie tubek jako codziennego pożywienia. Wytyczne dotyczące żywności dla dzieci
(poczytaj zakładkę o fruktozie)
Regularne spożywanie dużych ilości łatwo dostępnych cukrów może sprzyjać:
zwiększonej produkcji trójglicerydów,
gromadzeniu tłuszczu w wątrobie,
insulinooporności,
odkładaniu tłuszczu trzewnego,
zaburzeniom gospodarki metabolicznej.
Szczególne znaczenie ma to u dzieci z nadwagą, otyłością, małą aktywnością fizyczną, insulinoopornością lub stwierdzonym stłuszczeniem wątroby.
Problemem nie jest pojedyncza tubka podana awaryjnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy mus staje się codzienną przekąską, dodatkiem do posiłku albo sposobem na uspokojenie dziecka.
W amerykańskim badaniu dzieci z otyłością i wysokim spożyciem cukru przez dziewięć dni otrzymywały dietę ze znacznie ograniczoną fruktozą. Nie zmniejszono przy tym ogólnej kaloryczności posiłków – cukry zastąpiono innymi węglowodanami.
W tym krótkim czasie zaobserwowano:
zmniejszenie zawartości tłuszczu w wątrobie,
ograniczenie produkcji nowych kwasów tłuszczowych,
zmniejszenie ilości tłuszczu trzewnego,
poprawę parametrów związanych z insuliną.
Badanie dotyczące ograniczenia fruktozy u dzieci
W innym amerykańskim badaniu chłopcy w wieku 11–16 lat ze stłuszczeniem wątroby przez osiem tygodni stosowali dietę zawierającą bardzo mało cukrów wolnych. Zawartość tłuszczu w ich wątrobie zmniejszyła się znacznie bardziej niż w grupie pozostającej na zwykłej diecie. Badanie opublikowane w „JAMA”
Badania te obejmowały wszystkie źródła cukrów wolnych i fruktozy w diecie, a nie wyłącznie owocowe tubki. Pokazują jednak, jak duże znaczenie dla dziecięcej wątroby ma ograniczenie słodzonych produktów, soków, przecierów i innych łatwo dostępnych cukrów.
Michael Moss w książce „Cukier, sól, tłuszcz. Jak uzależniają nas koncerny spożywcze” pokazuje, że żywność przetworzona nie powstaje przypadkowo.
Producenci dokładnie opracowują:
smak produktu,
jego konsystencję,
poziom słodyczy,
wielkość porcji,
wygląd opakowania,
sposób reklamowania,
wygodę spożywania.
Owocowa tubka doskonale wpisuje się w ten mechanizm. Nie jest przedstawiana jako słodki przecier, lecz jako:
porcja owoców,
źródło witamin,
zdrowa przekąska,
produkt bez dodatku cukru,
wygodne rozwiązanie dla świadomych rodziców.
Na pierwszym planie znajdują się owoce, witaminy i zapewnienia o naturalności. Informację o całkowitej zawartości cukrów trzeba natomiast odszukać w tabeli wartości odżywczych.
Tubka nie sprzedaje wyłącznie jedzenia. Rodzicowi sprzedaje poczucie, że wybrał dla dziecka zdrowie, a dziecku dostarcza wygodną porcję bardzo słodkiego smaku.
Hasło „bez dodatku cukru” może być prawdziwe, ale jednocześnie odwracać uwagę od tego, że przecier z kilku słodkich owoców sam zawiera znaczną ilość glukozy, sacharozy i fruktozy.
Na opakowaniu często podkreśla się obecność witaminy C lub innych składników odżywczych. Nie zmienia to jednak ilości cukru ani nie odbudowuje naturalnej struktury owocu.
Dodatek witaminy nie sprawia, że słodki przecier staje się odpowiednikiem:
świeżego jabłka,
kawałków gruszki,
malin lub borówek,
samodzielnie pogryzionego banana.
Brytyjski przegląd ponad 1100 produktów dla niemowląt i małych dzieci wykazał, że część żywności reklamowanej jako zdrowe przekąski należała do produktów o najwyższej zawartości cukru. Zwrócono również uwagę, że hasła zdrowotne mogą powodować, iż rodzice przeceniają wartość produktu. Raport Public Health England
Dzieci od początku mają naturalną preferencję smaku słodkiego. Jeżeli często otrzymują bardzo słodkie musy, mogą trudniej akceptować:
warzywa,
produkty kwaśne lub lekko gorzkie,
potrawy o mniej intensywnym smaku,
jedzenie zawierające grudki i kawałki,
produkty wymagające gryzienia.
Jabłko, mango, gruszka i banan mają różny wygląd, zapach, twardość oraz strukturę. W tubce wszystkie stają się niemal identyczną, gładką i słodką masą.
Dziecko przyzwyczaja się również, że przekąskę można zjeść natychmiast – w samochodzie, w wózku, podczas zabawy lub oglądania bajki – często bez zatrzymania się i świadomego zjedzenia posiłku.
Słodki i często kwaśny mus oblepia zęby. Szczególnie niekorzystne jest:
częste podawanie tubek między posiłkami,
pozwalanie dziecku na długie wysysanie zawartości,
podawanie musu przed snem,
brak umycia lub przepłukania jamy ustnej wodą.
NHS zaleca, aby dzieci nie zasysały pokarmu bezpośrednio z tubki, ponieważ może to zwiększać ryzyko próchnicy. Zawartość lepiej przełożyć do miseczki i podać łyżeczką. NHS
Tubka może być rozwiązaniem awaryjnym podczas podróży lub w sytuacji, gdy nie ma możliwości podania zwykłego posiłku. Nie powinna jednak stanowić podstawowego źródła owoców ani codziennej przekąski noszonej w wózku, samochodzie czy plecaku.
Jeśli wybieramy tubkę:
sprawdzajmy ilość cukrów w 100 g i w całym opakowaniu,
czytajmy listę składników, a nie tylko przód opakowania,
unikajmy dodatku soku, koncentratu, miodu i syropów,
wybierajmy produkty zawierające mniej słodkich owoców,
przekładajmy zawartość do miseczki,
podawajmy ją łyżeczką jako część posiłku,
nie wykorzystujmy tubki do ciągłego podjadania ani uspokajania dziecka.
Lepszym codziennym wyborem będą:
cały owoc odpowiednio przygotowany do wieku dziecka,
kawałki miękkiej gruszki, banana lub jabłka,
maliny, truskawki, porzeczki i borówki,
naturalny jogurt z niewielką ilością owoców,
domowy mus podany łyżeczką jako część posiłku,
warzywa i mniej słodkie przekąski wymagające gryzienia.
Jedna tubka nie spowoduje stłuszczenia wątroby. Codzienne dostarczanie dużych ilości łatwo przyswajalnych cukrów może jednak wzmacniać potrzebę słodkiego smaku, zwiększać całkowite spożycie fruktozy i dokładać się do rozwoju zaburzeń metabolicznych.
Dziecko potrzebuje przede wszystkim prawdziwego jedzenia – takiego, które może zobaczyć, dotknąć, ugryźć, pogryźć i rozpoznać.
Gdy organizm potrzebuje energii i ma wolne miejsce w zapasach glikogenu, część fruktozy może zostać wykorzystana lub zmagazynowana w tej postaci. Gdy jednak cukru i energii jest już za dużo, a szczególnie gdy występują otyłość i insulinooporność, wątroba może przekształcać więcej produktów przemiany fruktozy w tłuszcz.
Tłuszcz ten może odkładać się w wątrobie, trafiać do krwi i powiększać zapasy tkanki tłuszczowej. Jeżeli nadmierna podaż cukrów i kalorii utrzymuje się przez dłuższy czas, może to sprzyjać dalszemu zwiększaniu masy ciała, stłuszczeniu wątroby oraz pogłębianiu insulinooporności.
Fruktoza nie powoduje automatycznie otyłości po jednorazowym spożyciu. Problemem jest jej regularny nadmiar – zwłaszcza w sokach, słodzonych napojach, syropach i przecierach – połączony z ogólną nadwyżką energii.
Fruktoza jest cukrem prostym, dlatego nie wymaga wcześniejszego trawienia. Po spożyciu zostaje wchłonięta w jelicie cienkim i przez żyłę wrotną trafia przede wszystkim do wątroby, która odpowiada za jej dalsze przetwarzanie.
W komórkach wątroby fruktoza zostaje szybko przekształcona we fruktozo-1-fosforan. Proces ten wymaga zużycia ATP, czyli komórkowego nośnika energii. Przy dużej, szybko dostarczonej dawce fruktozy może dojść do przejściowego obniżenia ilości ATP i fosforanów w komórkach wątroby oraz do zwiększonego powstawania kwasu moczowego.
Fruktozo-1-fosforan jest następnie rozkładany do mniejszych związków, które mogą zostać wykorzystane do produkcji:
glukozy,
glikogenu wątrobowego,
mleczanu,
glicerolu,
kwasów tłuszczowych i trójglicerydów.
Metabolizm fruktozy przebiega inaczej niż metabolizm glukozy. Omija jeden z najważniejszych etapów regulujących tempo glikolizy, dlatego duża ilość fruktozy może zostać szybko przetworzona, nawet gdy organizm ma już wystarczająco dużo energii.
Jeśli organizm potrzebuje energii, a zapasy glikogenu nie są pełne, produkty przemiany fruktozy mogą zostać wykorzystane do odbudowy glikogenu, produkcji glukozy lub dalszych procesów energetycznych.
Sytuacja wygląda inaczej, gdy:
dieta regularnie dostarcza nadmiaru cukrów i energii,
zapasy glikogenu są już uzupełnione,
występuje nadwaga lub otyłość,
obecna jest insulinooporność,
poziom trójglicerydów jest podwyższony,
fruktoza często trafia do organizmu w sokach, napojach i słodkich przecierach.
W takich warunkach wątroba nie potrzebuje kolejnej dużej porcji substratów energetycznych. Większa ilość produktów przemiany fruktozy może zostać skierowana do lipogenezy de novo, czyli wytwarzania nowych kwasów tłuszczowych.
Z kwasów tłuszczowych i glicerolu powstają trójglicerydy. Część z nich może:
pozostać w wątrobie i sprzyjać jej stłuszczeniu,
zostać uwolniona do krwi w cząsteczkach VLDL,
odkładać się w tkance tłuszczowej,
zwiększać ilość tłuszczu trzewnego,
pogłębiać insulinooporność.
Tworzy się wówczas niekorzystne koło: nadmiar energii zwiększa ilość tkanki tłuszczowej, a narastająca insulinooporność ułatwia dalsze zaburzenia gospodarki cukrowej i tłuszczowej.
„Cukier z owoców się nie liczy, bo jest naturalny”
Fruktoza nadal pozostaje cukrem. Cały owoc, dzięki obecności błonnika i zachowanej strukturze, działa jednak inaczej niż sok, syrop czy słodzony napój.
„Sok 100% można pić bez ograniczeń”
Brak dodanego cukru nie oznacza braku cukrów. Sok pozwala wypić cukier z kilku owoców w łatwo przyswajalnej postaci i niemal bez błonnika.
„Każdy owoc powoduje stłuszczenie wątroby”
Największe zagrożenie stanowią nadmiar energii oraz duże ilości cukrów spożywanych w napojach, sokach i produktach przetworzonych. Całe owoce jedzone w rozsądnych porcjach dostarczają także błonnika i wielu wartościowych składników.
„Smoothie jest zawsze zdrowym posiłkiem”
Koktajl z kilku słodkich owoców, soku, miodu i daktyli może zawierać bardzo dużą ilość cukrów.
Podsumowanie
Fruktoza nie jest składnikiem niezbędnym dla organizmu. Jej nadmiar, szczególnie w płynnej postaci i przy nadwyżce energii, może zwiększać produkcję tłuszczu w wątrobie, podnosić poziom trójglicerydów oraz sprzyjać zaburzeniom metabolicznym.
Najważniejsze jest rozróżnienie:
Cały owoc dostarcza cukru razem z błonnikiem i naturalną strukturą. Sok pozwala wypić cukier z kilku owoców szybko, niemal bez błonnika i bez porównywalnej sytości.
Dlatego owoce najlepiej jeść, a nie pić – w całości, sezonowo i w ilości dopasowanej do potrzeb organizmu.
Zielone opakowanie, szczupła sylwetka, liście, zboża i duży napis „FIT” sprawiają, że produkt automatycznie wydaje się zdrowszy. Tymczasem określenie „fit” nie ma jednej prawnej definicji i nie gwarantuje dobrego składu.
Producent może umieścić je na batoniku, granoli, płatkach śniadaniowych, deserze czy słodkim kremie. O rzeczywistej wartości produktu świadczą lista składników i tabela wartości odżywczych, a nie jego nazwa, kolor ani miejsce na sklepowej półce.
Często bierze się zwykły produkt, a następnie:
zmniejsza ilość jednego składnika, np. cukru albo tłuszczu,
dodaje białko, błonnik lub witaminy,
zastępuje cukier słodzikami,
zmienia opakowanie na zielone lub pastelowe,
dodaje określenia „fit”, „fitness”, „active” lub „protein”,
sprzedaje w mniejszej porcji i znacznie wyższej cenie.
Produkt zyskuje w ten sposób wizerunek odpowiedni dla osób dbających o zdrowie, mimo że nadal może być żywnością wysoko przetworzoną.
Takie określenie oznacza, że do produktu nie dodano cukru ani składnika wykorzystanego ze względu na jego działanie słodzące. Produkt może jednak zawierać cukry naturalnie pochodzące z:
owoców i przecierów owocowych,
suszonych owoców,
mleka,
zbóż,
innych użytych składników.
Jeżeli produkt naturalnie zawiera cukry, na opakowaniu powinno pojawić się dodatkowe oznaczenie: „zawiera naturalnie występujące cukry”.
Batonik „bez dodatku cukru” może więc zawierać daktyle, rodzynki, banany lub skoncentrowany przecier owocowy i dostarczać znaczną ilość glukozy oraz fruktozy.
To nie jest to samo.
„Bez cukru” oznacza, że produkt zawiera maksymalnie 0,5 g cukrów w 100 g lub 100 ml.
„Bez dodatku cukru” oznacza jedynie, że cukru nie dodano. Naturalne cukry mogą nadal występować w produkcie w znacznej ilości.
Warto więc zawsze sprawdzić pozycję:
Węglowodany – w tym cukry
Dodatek białka nie sprawia automatycznie, że produkt staje się zdrowy.
Zgodnie z przepisami unijnymi określenie:
„źródło białka” można stosować, gdy co najmniej 12% energii produktu pochodzi z białka,
„wysoka zawartość białka” – gdy co najmniej 20% energii pochodzi z białka.
Batonik proteinowy może więc spełniać warunek dotyczący białka, a jednocześnie zawierać:
słodziki,
syrop glukozowy,
substancje utrzymujące wilgoć,
aromaty,
emulgatory,
rafinowane oleje,
polewy i masy o długim składzie.
Białko jest potrzebne organizmowi, ale dodanie go do słodkiego, wysoko przetworzonego produktu nie zmienia automatycznie całego produktu w zdrowy posiłek.
Większość osób może dostarczyć odpowiednią ilość białka ze zwykłego jedzenia:
jajek,
mięsa i ryb,
naturalnego nabiału,
strączków,
orzechów i nasion.
Produkty proteinowe mogą być wygodne dla osób z większym zapotrzebowaniem albo trudnością z pokryciem podaży białka. Nie są jednak obowiązkowym elementem zdrowej diety.
Określenie „light” lub „lekki” jest prawnie uregulowane. Produkt musi mieć wartość energetyczną albo zawartość danego składnika zmniejszoną o co najmniej 30% w porównaniu z podobnym produktem. Na opakowaniu powinno być wskazane, czego dotyczy obniżenie.
Nie oznacza to jednak, że produkt jest korzystniejszy jako całość.
Kiedy producent zmniejsza ilość tłuszczu, może poprawić smak i konsystencję, dodając:
cukier,
skrobię,
zagęstniki,
aromaty,
substancje słodzące.
Z kolei produkt z mniejszą ilością cukru może zawierać więcej tłuszczu albo słodzików. „Light” oznacza więc różnicę w jednej konkretnej cesze, a nie ogólną ocenę zdrowotną.
W produktach „fit” i „bez cukru” często występują:
sukraloza,
acesulfam K,
aspartam,
glikozydy stewiolowe,
erytrytol,
ksylitol,
maltitol,
sorbitol.
Zmniejszają ilość cukru lub kalorii, ale utrzymują bardzo słodki smak produktu. To może utrudniać stopniowe odzwyczajenie się od potrzeby ciągłej słodyczy.
Poliole, takie jak maltitol, sorbitol czy ksylitol, spożyte w większej ilości mogą powodować:
wzdęcia,
gazy,
przelewanie w jelitach,
ból brzucha,
efekt przeczyszczający.
„Bez cukru” nie oznacza więc, że produkt można jeść bez ograniczeń.
Maltodekstryna powstaje ze skrobi i nie musi być wykazywana w tabeli jako „cukry”. Jest jednak szybko trawionym węglowodanem i może gwałtownie podnosić poziom glukozy we krwi.
Można ją znaleźć m.in. w:
odżywkach sportowych,
napojach i proszkach instant,
batonach,
deserach,
produktach „proteinowych”,
gotowych mieszankach.
Dlatego samo sprawdzanie pozycji „w tym cukry” może nie wystarczyć. Trzeba przeczytać również listę składników.
Obraz szczupłej sylwetki oraz określenie „pełne ziarno” nie gwarantują dobrego produktu.
Granola i płatki fitness mogą zawierać:
cukier,
syrop glukozowy,
miód,
melasę,
koncentrat soku owocowego,
owoce suszone,
czekoladę,
rafinowane oleje.
Granola bywa również bardzo kaloryczna, a porcja pokazana na opakowaniu może być znacznie mniejsza niż ta rzeczywiście wsypywana do miski.
Lepszy skład mają zwykle zwykłe płatki owsiane, do których samodzielnie dodamy orzechy, nasiona i niewielką ilość owoców.
Daktyle są naturalnym produktem, ale zawierają skoncentrowaną ilość cukrów. Baton z daktyli, syropu i suszonych owoców może dostarczać dużo glukozy oraz fruktozy, nawet jeśli na opakowaniu widnieje napis „bez dodatku cukru”.
Naturalne pochodzenie cukru nie powoduje, że przestaje on być cukrem. Taki baton może być okazjonalną przekąską, ale nie należy traktować go jak produktu bez ograniczeń.
Skyr, jogurt naturalny lub twaróg mogą być wartościowym źródłem białka. Gotowe smakowe desery proteinowe często zawierają jednak dodatkowo:
słodziki,
aromaty,
skrobię modyfikowaną,
zagęstniki,
emulgatory,
barwniki.
Najprostszy wybór to naturalny produkt mleczny z krótkim składem, do którego samodzielnie dodamy owoce, kakao, wanilię lub cynamon.
Są lekkie wagowo, ale „lekkie” nie oznacza automatycznie bardziej sycące ani wartościowsze.
Wafle ryżowe składają się głównie ze skrobi. Łatwo je szybko zjeść, słabo sycą i mogą powodować szybki wzrost poziomu glukozy. Warianty w polewie, o smaku karmelowym lub serowym zawierają dodatkowo cukry, tłuszcze, aromaty i sól.
Dobre masło orzechowe może zawierać wyłącznie orzechy. Wersja reklamowana jako „fit” nie zawsze ma lepszy skład.
Warto sprawdzić, czy nie dodano:
cukru,
syropu,
oleju palmowego,
rafinowanych olejów,
maltodekstryny,
aromatów,
dużej ilości soli.
Najprostsza zasada: dobre masło orzechowe powinno mieć w składzie 100% orzechów, ewentualnie niewielki dodatek soli.
Każde z tych określeń mówi o czymś innym.
„Bio” lub „eko” odnosi się do certyfikowanej produkcji ekologicznej, ale produkt ekologiczny nadal może zawierać dużo cukru.
„Wegański” oznacza brak składników pochodzenia zwierzęcego, a nie brak cukru, rafinowanych olejów czy dodatków.
„Naturalny” może budować dobre skojarzenia, ale nie zawsze mówi wiele o wartości odżywczej całego produktu.
Ekologiczny cukier nadal pozostaje cukrem, a wegańskie ciastko nadal może być ciastkiem.
Na opakowaniu wyróżniają jedną korzystną cechę:
dużo białka,
dodatek witamin,
pełne ziarno,
brak dodanego cukru,
niższą zawartość tłuszczu.
Jednocześnie mniej korzystne informacje pozostają w tabeli wartości odżywczych i na liście składników zapisanej drobnym drukiem.
To tzw. efekt aureoli zdrowia – jedna pozytywna informacja sprawia, że cały produkt oceniamy jako zdrowszy i pozwalamy sobie zjeść go więcej.
Nie zaczynaj od napisów z przodu opakowania. Odwróć produkt i sprawdź:
Pierwsze trzy składniki – występują w produkcie w największej ilości.
Ilość cukrów w 100 g, a nie tylko w sugerowanej porcji.
Całkowitą ilość węglowodanów – szczególnie gdy produkt zawiera maltodekstrynę lub skrobię.
Rodzaj użytego tłuszczu.
Zawartość błonnika i białka.
Słodziki oraz poliole.
Długość i zrozumiałość składu.
Wielkość całego opakowania, a nie sztucznie pomniejszoną porcję.
„Fit” jest hasłem marketingowym, a nie oceną zdrowotną. „Protein” mówi o ilości energii pochodzącej z białka, „light” o obniżeniu wybranej cechy, a „bez dodatku cukru” nie oznacza braku naturalnie występujących cukrów.
Produkt może spełniać wszystkie wymagania potrzebne do umieszczenia określonego hasła na opakowaniu, a mimo to pozostawać wysoko przetworzoną słodką przekąską.
Najlepszą ochroną przed marketingiem nie jest zapamiętanie wszystkich haseł. Jest nią czytanie pełnego składu i wybieranie prawdziwego jedzenia, które nie musi przekonywać nas wielkim napisem, że jest „fit”.
Naturalne mleko prosto po udoju zawiera wodę, tłuszcz, białko, laktozę, składniki mineralne, witaminy, enzymy oraz naturalną mikroflorę. Jego zawartość tłuszczu nie jest stała – zależy od rasy krowy, żywienia, pory roku i etapu laktacji. Zwykle wynosi około 3,5–5%.
Mleko UHT, zanim trafi do kartonu, przechodzi kilka etapów przemysłowego przetwarzania.
Mieszanie i oczyszczanie
Mleko pochodzące od wielu krów i gospodarstw jest łączone, filtrowane i oczyszczane.
Rozdzielenie mleka
W wirówce mleko zostaje podzielone na niemal odtłuszczoną część oraz śmietankę zawierającą skoncentrowany tłuszcz mleczny.
Ponowne składanie
Obie części łączy się w określonych proporcjach, aby uzyskać dokładnie 0,5%, 1,5%, 2% albo 3,2% tłuszczu. Dotyczy to również większości mleka UHT 3,2%.
Homogenizacja
Kuleczki tłuszczu zostają rozbite na bardzo małe cząsteczki, dzięki czemu śmietanka nie oddziela się i nie wypływa na powierzchnię.
Obróbka UHT
Mleko jest na kilka sekund podgrzewane do około 135–150°C, a następnie gwałtownie schładzane. Wysoka temperatura niszczy drobnoustroje, ale również naturalną mikroflorę, unieczynnia enzymy i denaturuje część białek serwatkowych. Powstają także charakterystyczne produkty reakcji cieplnych.
Aseptyczne pakowanie
Mleko trafia do sterylnego, wielowarstwowego kartonu, który chroni je przed światłem, tlenem i ponownym zakażeniem. Dlatego zamknięte może stać przez wiele miesięcy bez lodówki i bez dodatku konserwantów.
Nadal zawiera białka mleczne, kazeinę, laktozę, wapń oraz tłuszcz w ilości podanej na opakowaniu. Nie jest jednak mlekiem w naturalnej, niezmienionej postaci.
Zostało:
połączone z mlekiem od wielu krów,
rozdzielone na mleko odtłuszczone i śmietankę,
ponownie zestawione do określonej zawartości tłuszczu,
zhomogenizowane,
poddane bardzo wysokiej temperaturze,
pozbawione naturalnej mikroflory i aktywnych enzymów,
zamknięte tak, aby zachowało trwałość przez wiele miesięcy.
Mleko UHT jest więc mlekiem standaryzowanym, homogenizowanym i wysterylizowanym, a nie świeżym mlekiem prosto od krowy.
W świeżym mleku bakterie fermentacji mlekowej mogą przekształcać laktozę w kwas mlekowy. Mleko stopniowo kwaśnieje, gęstnieje i może zmienić się w zsiadłe mleko.
Proces UHT niszczy te kultury bakterii. Zamknięte mleko nie ma więc mikroorganizmów, które mogłyby przeprowadzić naturalną fermentację mlekową – dlatego nie zsiada się tak jak mleko świeże.
Co dzieje się po otwarciu kartonu?
Po otwarciu do mleka przedostają się przypadkowe mikroorganizmy z powietrza, naczyń, dłoni i otoczenia. Nie muszą to być pożyteczne bakterie kwasu mlekowego. Mogą rozkładać białka i tłuszcze, powodując:
nieprzyjemny, gnilny lub siarkowy zapach,
gorzki albo zjełczały smak,
rozwarstwienie i powstawanie grudek,
śluzowatą konsystencję,
gazowanie lub pęcznienie opakowania.
Mleko UHT po otwarciu częściej psuje się, gorzknie lub jełczeje, zamiast prawidłowo fermentować i zmieniać się w zsiadłe mleko. Może stać się kwaśne, jeśli dostaną się do niego odpowiednie bakterie, ale nie jest to kontrolowana fermentacja. Takiego mleka nie należy pić.
Mleko świeże może naturalnie fermentować. Mleko UHT zostało pozbawione kultur bakterii, dlatego po otwarciu częściej się psuje, niż prawidłowo zsiada.
Świeże mleko jest naturalnym źródłem pełnowartościowego białka, tłuszczu, laktozy, witamin i składników mineralnych. Jego skład nie jest sztucznie ujednolicony — zmienia się zależnie od gatunku i rasy zwierzęcia, sposobu żywienia, pory roku oraz etapu laktacji.
Mleko zawiera między innymi:
pełnowartościowe białko ze wszystkimi aminokwasami niezbędnymi,
kazeinę oraz białka serwatkowe,
naturalny tłuszcz mleczny,
wapń i fosfor wspierające kości oraz zęby,
witaminy B2 i B12,
witaminy rozpuszczalne w tłuszczach, zwłaszcza A,
potas, magnez, cynk, selen i jod,
laktozę, która stanowi naturalny cukier mleczny.
Zawiera zazwyczaj około 3,5–5% tłuszczu, 3–4% białka i około 5% laktozy. Jest dobrym źródłem wapnia, fosforu, witaminy B12 i ryboflawiny.
Naturalny tłuszcz mleczny nadaje mu kremowy smak, dostarcza energii oraz umożliwia
wykorzystanie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. W mleku niehomogenizowanym tłuszcz stopniowo wypływa na powierzchnię, tworząc warstwę śmietanki — jest to naturalne zjawisko, a nie wada produktu.
Zawiera zwykle około 3,5–4,5% tłuszczu i nieco ponad 3% białka. Ma mniejsze kuleczki tłuszczowe oraz inną proporcję poszczególnych frakcji kazeiny niż mleko krowie, dlatego część osób odbiera je jako łagodniejsze dla układu pokarmowego.
Dostarcza wapnia, fosforu, potasu, witaminy A i witamin z grupy B. Zawiera jednak laktozę i białka podobne do białek mleka krowiego, dlatego nie jest automatycznie odpowiednie dla osób z nietolerancją laktozy lub alergią na mleko krowie.
Jest najbardziej skoncentrowane i odżywcze. Zawiera przeciętnie około 6–8% tłuszczu oraz 5–6,5% białka. Dostarcza więcej energii, wapnia i fosforu w tej samej objętości niż mleko krowie czy kozie.
Ma gęstą, kremową konsystencję i doskonale nadaje się do produkcji jogurtów, kefirów oraz serów. Ze względu na wysoką zawartość tłuszczu i białka nawet niewielka porcja jest bardzo sycąca.
Wartość świeżego mleka zależy również od warunków, w których żyło zwierzę. Dostęp do pastwiska, naturalnego ruchu, światła słonecznego i zróżnicowanego pożywienia może wpływać na profil tłuszczów oraz zawartość części składników odżywczych.
Najlepszym wyborem jest mleko:
pochodzące od zdrowych zwierząt,
pozyskiwane w higienicznych warunkach,
szybko schłodzone po udoju,
przechowywane w nieprzerwanym chłodzie,
pochodzące z pewnego i kontrolowanego źródła.
Mleko krowie, kozie i owcze różni się składem, ale każde może być wartościowym produktem. Najważniejsze są jego pochodzenie, naturalna zawartość tłuszczu, świeżość oraz bezpieczny sposób przygotowania.
Naturalny ser może być wartościowym źródłem pełnowartościowego białka, wapnia, fosforu, witaminy B12 oraz tłuszczu mlecznego. Nie trzeba automatycznie wybierać wersji odtłuszczonych. Ważniejsze są: pochodzenie mleka, prosty skład, sposób produkcji i rozsądna porcja.
Najlepszy będzie świeży twaróg z dobrego, sprawdzonego źródła, przygotowany z mleka pochodzącego od zdrowych zwierząt i w higienicznych warunkach.
Twaróg kupowany w sklepie powinien mieć bardzo krótki skład:
mleko pasteryzowane, kultury bakterii mlekowych
Może również zawierać podpuszczkę lub chlorek wapnia, zależnie od sposobu produkcji. Nie potrzebuje natomiast:
skrobi i zagęstników,
mleka w proszku,
gum i stabilizatorów,
aromatów,
cukru,
tłuszczów roślinnych.
Naturalny twaróg zawiera przeciętnie około 3–4 g węglowodanów w 100 g. Są to przede wszystkim pozostałości naturalnej laktozy.
Przykładowy twaróg półtłusty w 100 g zawiera:
około 16–19 g białka,
3,5–6 g tłuszczu,
około 3–4 g węglowodanów.
Twaróg tłusty zawiera zwykle:
około 15–18 g białka,
8–10 g tłuszczu,
około 3–4 g węglowodanów.
Na przykład sklepowe twarogi o składzie „mleko i kultury bakterii” zawierają od około 3,3 do 4 g węglowodanów. Przykład twarogu półtłustego, przykład twarogu tłustego
Dobry ser typu gouda, edamski czy maasdamer powinien zawierać przede wszystkim:
mleko, kultury bakterii, sól i podpuszczkę
Dopuszczalnym dodatkiem technologicznym jest chlorek wapnia. Naturalny ser żółty zwykle zawiera około:
23–29 g białka,
25–35 g tłuszczu,
0–2 g węglowodanów.
Podczas dojrzewania bakterie zużywają większość laktozy, dlatego wiele serów żółtych ma na etykiecie 0 g węglowodanów i cukrów. Przykładowa gouda zawiera 25 g białka, 26 g tłuszczu i 0 g węglowodanów w 100 g. Skład goudy
Parmezan, Parmigiano Reggiano, Grana Padano, dojrzewająca gouda czy cheddar mają niewiele wody, dużo białka, wapnia i skoncentrowany smak. Dzięki temu wystarcza niewielka porcja.
Parmigiano Reggiano zawiera około:
30 g tłuszczu,
32 g białka,
0 g węglowodanów,
mniej niż 0,01 g laktozy w 100 g.
Jego tradycyjny skład to tylko:
mleko, sól i podpuszczka
Camembert, brie oraz sery z niebieską pleśnią również mogą być wartościowym elementem diety. Dostarczają białka, wapnia i tłuszczu, a zwykle zawierają jedynie około 0–2 g węglowodanów w 100 g.
W składzie powinny znaleźć się:
mleko,
kultury bakterii,
kultury odpowiedniej pleśni,
sól,
podpuszczka.
Pleśń używana do ich produkcji jest celowo dobraną kulturą. Nie oznacza to jednak, że można jeść każdy przypadkowo spleśniały ser.
Nie trzeba wybierać sera odtłuszczonego tylko dlatego, że zawiera mniej kalorii. Naturalny tłuszcz mleczny:
nadaje serowi smak i konsystencję,
zwiększa sytość,
jest nośnikiem witamin rozpuszczalnych w tłuszczach,
sprawia, że mniejsza ilość produktu może być bardziej satysfakcjonująca.
Sery są skoncentrowanym produktem, dlatego zwykle wystarcza porcja około 30–50 g. W serach dojrzewających warto zwracać uwagę również na sól.
Produkty „light” nie zawsze mają lepszy skład. Po usunięciu tłuszczu producent może poprawiać konsystencję za pomocą skrobi, zagęstników lub innych dodatków. Dlatego zamiast kierować się napisem „lekki”, należy przeczytać skład.
Zawierają tłuszcz roślinny zastępujący naturalny tłuszcz mleczny. Często pojawiają się w tanich pizzach, zapiekankach i gotowych daniach. Na opakowaniu mogą być określane jako „produkt do pizzy”, „produkt kanapkowy” albo „alternatywa sera”.
Często powstają z mieszaniny sera, wody, mleka w proszku, białek mlecznych, soli emulgujących, aromatów i barwników. Przykładowy ser topiony zawiera 5,5 g węglowodanów i 2,5 g soli w 100 g, podczas gdy naturalna gouda ma 0 g węglowodanów i prostszy skład. Przykładowy skład sera topionego
Do gotowych wiórków producenci mogą dodawać skrobię, aby ser się nie sklejał. Lepiej kupić kawałek naturalnego sera i zetrzeć go samodzielnie.
Wersje o smaku szynki, papryki czy ziół mogą zawierać aromaty, cukier, skrobię, barwniki i konserwanty. Każdy taki produkt wymaga sprawdzenia etykiety.
Dobry ser nie musi być odtłuszczony. Powinien być prawdziwy, naturalnie tłusty i mieć krótki, zrozumiały skład.